Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko

Czy pamiętasz jeszcze wizyty w wypożyczalni kaset wideo? Od progu witają Cię rzędy regałów, z półek których okładki aż krzyczą domagając się Twojej uwagi. Wybierasz tytuł na chybił trafił, albo nawet sugerując się krótkim opisem na odwrocie pudełka, ale do ostatniej chwili nie wiesz czego się spodziewać. A można było spodziewać się wszystkiego!

W Polsce do początku lat 80tych panowały czasy dość szczelnego odizolowania od kultury zachodu. W kinach można było zobaczyć tylko pozycje zaakceptowane przez cenzurę, w telewizji wciąż te same radzieckie klasyki (notabene za każdym razem czytane na żywo przez kultowych już lektorów w typie Tomasza Knapika). Panowały znudzenie i jednoczesna ciekawość nieznanego. Z muzyką i książkami nie było większego problemu. Niby były zakazane, ale jakoś zawsze można je było znaleźć w postaci pirackich płyt, kaset czy własnoręcznie tłumaczonych i drukowanych wydawnictw na bazarach. Na transport filmów nie było natomiast dobrego sposobu. Dopóki na rynku nie pojawiły się kasety VHS.

Technologia VHS opracowana została w 1976 roku przez japońską firmę JVC, która atrakcyjną ceną i agresywną kampanią reklamową zdeklasowała konkurującą z nią Sony i jej format Betamax. Wspomniana niska cena i większa pojemność nośnika przełożyły się na zdecydowanie słabszą jakość obrazu i dźwięku. Ale kto o tym myślał, kiedy pierwszy raz po taniości mógł w kółko oglądać swój ulubiony film w zaciszu domowych pieleszy. Nie tylko to! Ta retrofuturystyczna technologia umożliwiała także nagrywanie treści emitowanych w telewizji (odbierając im trochę uroku ulotności), kopiowanie posiadanych materiałów w celu redystrybucji oraz twórczą ingerencję w zawartość kaset poprzez ich autorski montaż (tak właśnie powstał pomysł na kultowy “Dziennik Telewizyjny” Jacka Fedorowicza). Te podstawowe cechy sprawiły, że idealnie wpasowała się w potrzeby rodzimego czarnego rynku schyłkowego PRLu, a następnie całkiem dynamicznie kształtującego się rynku kiełkującego kapitalizmu.

Oficjalne stanowisko władz na temat nowej technologii wdzierającej się na teren PRL przedstawił m.in. gen. Lesław Wojtasik, szef Zarządu Propagandy i Agitacji Wojska Polskiego w czasopiśmie „Ekran”: „Wideo to odbiór informacji w czterech ścianach własnego domu, niepodlegający praktycznie żadnym ograniczeniom, czyli niepodporządkowany jakiemukolwiek planowanemu oddziaływaniu informacyjnemu na świadomość odbiorców. Jest to zatem absolutny żywioł, na co żadne państwo nie może sobie pozwolić, bowiem informacja jest bardzo istotnym czynnikiem kształtowania świadomości społecznej”. Zgodnie z tą myślą ustawa o kinematografii z 16 lipca 1987 r. dawała wyłączne prawo do rozpowszechniania i dystrybucji filmów instytucjom państwowym lub podmiotom przez nie upoważnionym. Jednak szybko okazało się, że obywatele zakazy masowo ignorowali, niemała część z nich w badaniach CBOSu z 1988 r przyznała się nawet do posiadania magnetowidu w domu (4%). Nic więc dziwnego, że pojawiły się plany rozpoczęcia produkcji tych urządzeń w kraju przez Zakłady Radiowe im. Kasprzaka (GoldStar, MTV) i Diorę.

Zakup magnetowidu w tamtych czasach był przedsięwzięciem bardzo kosztownym i niezbyt prostym. Początkowo sprowadzane były nielegalnie zza żelaznej kurtyny, a ich ceny przekraczały dziesięciokrotność średniego miesięcznego wynagrodzenia. Ale osoby których nie stać było na tak dużą inwestycję nie musiały obawiać się perspektywy nudnych wieczorów spędzanych przed jednym z dwóch kanałów telewizji publicznej (czytaj: jedynej telewizji). W tamtych czasach panowała też większa solidarność. Standardem było pożyczanie magnetowidu od sąsiada. W sytuacjach krytycznych można było skorzystać z usług tzw. “wideooperatora”, który dostarczał sprzęt za odpowiednią opłatą. Po uwolnieniu rynku, technologia VHS w Polsce stała się szeroko dostępna: w przeprowadzanych przez CBOS w 1992 roku badaniach wyposażenia gospodarstw domowych posiadanie magnetowidu deklarowało już 30% badanych i aż 59% w 1998 roku (pytanie zniknęło z formularza od 2011 roku).

Rozwój rynku kaset VHS idealnie przedstawia rozwój polskiego podejścia do biznesu w okresie przemian ustrojowych. Zaczęło się od przywożonych z zachodu kaset, kopiowanych na domowym sprzęcie z dogrywanymi jednocześnie dialogami. Lektor – zjawisko unikalne dla naszego regionu – nie musiał być profesjonalistą. Ważne żeby nieznająca języków zachodu większa część społeczeństwa połapała się w fabule. A jeśli wyszło coś niedorzecznego (tu gorąco polecam film “Wampir o Północy”, koniecznie w dystrybucji Gaby International), to i tak przedstawiana w filmie rzeczywistość tak bardzo różniła się od tej tam i wtedy, że już bardziej zdziwionym nie można było być. Głodny zachodu widz łykał wszystko. I tu zniknęły podziały klasowe. Ludzie oglądali co popadnie, bo obce nam jeszcze były pojęcia kina gatunkowego. Teraz sprawnie operujemy precyzyjnymi terminami typu slasher, mockumentary czy gore – wtedy film to był film. No może komedia albo dramat. Nie było szufladkowania i nie było uprzedzeń.

Kasety można było pozyskać najpierw w tzw. wymienialniach. Grupa ludzi samodzielnie organizowała się tworząc pewną pulę tytułów, do których następnie każdy miał dostęp. Aby przystąpić do takiej inicjatywy trzeba było zainwestować czystą taśmę i przynieść coś na wymianę. Później pojawiły się bardziej nastawione na zysk wypożyczalnie kaset – początkowo w prywatnych mieszkaniach, gdzie filmy wybierało się z katalogu okładek w segregatorze. Część z tych przybytków rejestrowała swoją działalność, co w teorii oznaczało ograniczenie się do oferty filmowej z oficjalnej cenzurowanej listy (wydawane przez Centralę Dystrybucji Filmowej i Muzę). W praktyce dalej można było tam znaleźć zachodnie hity, które w podejrzany sposób trafiały do Polski. Czołowe pismo dotyczące kaset VHS – Cinema Press Video wprowadziło odpowiednie oznaczenia dla filmów prezentowanych w katalogu nowości: pochodzące z legalnej dystrybucji nazywano “filmami z licencją”, w przypadku kopii pirackich stosowano ostrzeżenie “Uwaga! Kopia giełdowa”. Według niektórych danych szacunkowych z tego okresu na polskim rynku wideo aż 90 proc. wypożyczeń i zakupów dotyczyło kaset bez licencji.

Sprowadzaniem filmów zza granicy trudniły się m.in. stewardessy. Miały możliwość regularnych wizyt w obcych krajach, gdzie także kwitł czarny rynek VHSów. Na dalekim wschodzie, np. w Bangkoku można było dostać praktycznie każdą nowość nagraną już na kasetę. Kupowało się za grosze, sprzedawało za wielokrotność tej ceny. Kasety trafiały do wypożyczalni, gdzie we współpracy z etatowym tłumaczem i lektorem, naprędce dogrywano na nie polskie tłumaczenia, a następnie kopiowano i rozprowadzano po okolicy. W ten sposób do obiegu mógł trafić ten sam film z różnymi ścieżkami lektorskimi. Tak te czasy wspominał Tomasz Knapik: “Na początku czytał je szef wypożyczalni albo jego szwagier, ale w którymś momencie postanowili wziąć profesjonalistów. Jeden z wideowców wstawił mi do domu taki lepszy magnetowid z opcją nagrywania dźwięku, żebym listy dialogowe mógł czytać ze swojego domu. Gabinet miałem wytłumiony książkami, a szumy dodatkowo zagłuszała taka specjalna bramka. I to w zupełności wystarczało. Miało być po prostu szybko.”

Co także istotne i co było charakterystyczne dla tej technologii, każda kolejna kopia odznaczała się wyraźnie gorszą jakością od oryginału. Zaczęto więc inwestować w lepszy sprzęt do przegrywania i specjalizować się w tej dziedzinie. To zapoczątkowało rozwój polskich firm zajmujących się dystrybucją kaset VHS. Powstało kilku potężnych dystrybutorów skupiających większą część rynku, takich jak ITI Home Video, Vision, Best Film, Imperial Entertainment oraz cała masa mikrusów, takich jak Video Rondo (ze wspaniałymi okładkami autorstwa studentów ASP, do zapoznania się z którymi gorąco zachęcam), Demel, Hanna Barbera PolandMuvi Home VideoStarcut Film czy Telehit. Pierwsi podpisywali duże umowy międzynarodowe, dzięki którym sprowadzali największe hity. Wszystko w białych rękawiczkach. Drudzy działali trochę mniej formalnie. Prowadzenie międzynarodowych transakcji przez szeregowego obywatela było wciąż utrudnione. Zainteresowany jechał np. do Cannes z torbą pełną gotówki i tam dostawał jeden dobry film, ale w pakiecie z kilkoma raczej marnymi, do których wydania był zobowiązany.Z tego powodu w czasie pięciu lat swojej działalności Video Rondo wydało ponad tysiąc filmów, niektóre z nich jedynie dla pozoru, w minimalnych nakładach (20–30 egzemplarzy – teraz mające dużą wartość kolekcjonerską). Stąd w polskich wypożyczalniach wzięło tyle podejrzanej jakości produkcji – filmów klasy B. Dodatkowo, biznes ten nie był pozbawiony ryzyka, od zwykłej odpowiedzialności finansowej aż po narażenie własnego życia. Znane są przypadki gróźb karalnych oraz podłożenia ładunków wybuchowych pod siedziby m.in. trójmiejskich Video Rondo i NVC.

Dystrybucja często była tylko jednym z wielu aspektów działalności tych przedsiębiorstw. Na przykład ITI w latach 80tych maczało palce w branży spożywczej. Ale jednym z ciekawszych przykładów tamtych czasów jest firma Elgaz. Początkowo przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją kotłów gazowych, w szczycie swojej działalności obok dystrybucji kaset VHS, dysponowało własną agencją reklamową (ARE), nadawało prywatną stację telewizji (PTE), prowadziło biuro turystyczne i prywatne linie lotnicze (PLLE), posiadało 49% udziałów w firmie Nissan Poland, zajmowało się międzynarodowym doradztwem finansowym oraz  produkcją okien i drzwi z PCV.

Szczyt działalności małych polskich dystrybutorów przypadł na przełom lat 80tych i 90tych. Wolną amerykankę na rynku kaset wideo ukróciła natomiast ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Przetrwali tylko najwięksi i najsilniejsi, a VHSy i tak zabiła ich młodsza konkurencja, czyli DVD i pełzający internetowy rynek P2P. Ale to dzięki tym niewielkim acz prężnie działającym przedsiębiorstwom, które szukały zarobku praktycznie w każdym miejscu, możemy wspominać barwne czasy, gdy na jednej półce można było znaleźć obok siebie amerykańskie wysokobudżetowe produkcje z Sylvestrem Stallonem oraz ich filipińskie podróby z Peterem O’Brianem. Moim marzeniem w tamtych czasach, nie było zostać weterynarzem czy prezydentem, chciałam pracować w wypożyczalni.

Polska Kronika Filmowa o magnetowidzie z ZRK Goldstar (7′ 45″):

Polska Kronika Filmowa o kasetach VHS:

Reklama dystrybutora VHS Video Rondo:

Reklama dystrybutora VHS Demel:

Reklama dystrybutora VHS Elgaz:

Reklama chipsów Lilly produkcji ITI:

http://vhshell.tumblr.com/post/72656121703

http://vhshell.tumblr.com/post/128764126583

http://vhshell.tumblr.com/post/135173521523

http://vhshell.tumblr.com/post/158109267193