Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko

Bardzo ciekawie, o realiach pracy projektanta wzornictwa przemysłowego w czołowym PRLowskim konglomeracie, a propos wystawy “Unitra. Zakres częstotliwości”, opowiadał Grzegorz Strzelewicz.

Każdemu polskiemu amatorowi retro designu znana jest zapewne marka Unitra, gdyż jej charakterystyczny znak widnieje na większości sprzętów AV wyprodukowanych od początku lat 60. do końca lat 80. To właśnie ona wydała na świat tak kultowe sprzęty, jak gramofon Bambino, wzmacniacz Radmor czy amplituner Amator. Nietknięte zębem czasu egzemplarze całej gamy produktów Unitry, jeszcze przez chwilę można podziwiać na żywo, na wystawie odbywającej się w Domu Kultury KADR. Przy okazji, organizatorom udało się namówić wieloletniego pracownika oraz kierownika Ośrodka Wzornictwa w Centralnym Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Elektronicznego Sprzętu Powszechnego Użytku (w skrócie COBRESPU, ale właściwie po co skrót?), pana Grzegorza Strzelewicza, aby opowiedział o swojej walce o:

wyprowadzenie elektroniki z fornirowego mebla.

Unitra, czyli według nomenklatury socjalistycznej Zjednoczenie Przemysłu Elektronicznego i Teletechnicznego, została powołana do życia w 1961 roku. Skupiała blisko 50 różnych przedsiębiorstw i organizacji przemysłowych, m.in. dzierżoniowską Diorę, łódzką Fonicę, wrzesiński Tonsil czy warszawskie Zakłady Radiowe im. Kasprzaka. Zjednoczenie stało na straży promowanej przez reżim idei sprawiedliwości społecznej. Jej najlepszym symbolem była natomiast meblościanka – królowa polskich salonów. I właśnie pod półki zrównującej wszystkich obywateli, pokrytej fornirem meblościanki, projektowane miały być wszelakie sprzęty grające. Nic więc dziwnego, że powołano specjalny organ odpowiedzialny za stronę wizualną produktów całego Zjednoczenia. Był nim właśnie COBRESPU. Ośrodek zajmował się opracowaniem nowych technik oraz założeń jakościowych (w tym prototypowych konstrukcji), na potrzeby całej Unitry. Próby skoordynowania pracy tak wielkiej grupy zakładów, w większości przypadków spełzały na niczym. Planowane zestawy audio, w których każdy element miał być wyprodukowany przez inną jednostkę, ale wciąż pasować do reszty, doprowadzane były do etapu prospektu reklamowego czy nawet instrukcji obsługi i padały ofiarą niezgody rozbieżnych wizji.

O jakości produktów Unitry można by wiele powiedzieć. Najważniejsze jest jednak to, że była ona wypadkową dwóch głównych czynników: niedostępności  najnowszych rozwiązań technologicznych, wynikającej z częściowej izolacji państwa oraz próby zaspokojenia pragnień mitycznego przeciętnego obywatela. Pierwsze ograniczenie najdotkliwiej odczuwalne było podczas corocznych międzynarodowych targów w Berlinie Zachodnim. Projektanci biegali po nich z aparatami próbując zarejestrować jak najwięcej nowych trendów we wzornictwie, przed nieuchronnym powrotem do szarej rzeczywistości klecenia nijakich konstrukcji z dostępnych podzespołów. Ale takie targi były także okazją do prowadzenia dogłębnych działań wywiadowczych – szpiegostwa przemysłowego. W kraju nikt specjalnie nie przejmował się koncepcją własności intelektualnej. Przykładem może tu być powszechne stosowanie w magnetofonach Unitry systemu CNRS – rodzimej wersji opatentowanego systemu redukcji szumów Dolby. Twórcy projektów byli także zazwyczaj anonimowi.

Ostatecznie wiele produktów powstawało na licencjach znanych zagranicznych firm, jak Pioneer (kolumny Unitra Tonsil), Grundig (magnetofony Unitra Magmor), Telefunken (gramofony Unitra Fonica). Ścisła współpraca zawiązała się między Unitrą a francuskim koncernem Thomson Consumer Electronics. Na rynku zachodnim właśnie pod logo Thomson, można było znaleźć znajome sprzęty. Była to próba ukrycia ich egzotycznego polskiego pochodzenia, które mimo niemałych starań w dziedzinie promocji naszych wytworów, raczej nie budziło zaufania kapitalistycznego konsumenta. Choć pod względem designu nie było się czego bardzo wstydzić, czego można być świadkiem oglądając liczne katalogi z ofertą na eksport. Projektanci za wszelką cenę zwalczali wszechobecną folię drewnopodobną, czyniącą ich koncepcje nieodróżnialnymi od półek na których stały. Marzeniem było stosowanie w zamian nowoczesnych tworzyw sztucznych i przejście w stronę stylistyki industrialnej. Krążyła wśród projektantów anegdota, że podczas badań mających ustalić idealne warunki do chowu świń na rzeź, jako najtańsze i najlepsze rozwiązanie uznano właśnie znienawidzony przez nich fornir.

Reklama z katalogu Unitra Eltra na rynek zachodni

Kolejnym zadaniem projektantów było natomiast sprostać wymaganiom statystycznego Kowalskiego. Próbowano to robić na wiele sposobów. Jednym z ciekawszych było przedstawienie społeczeństwu sondy, mającej ustalić kształt idealnego amplitunera. Efektem było powstanie Amatora i zasiedlenie przez ten średniej jakości projekt prawie każdego polskiego domu. Inaczej zgoła przedstawia się historia radioodbiornika Samba. Była to próba przewidzenia w jaki sposób można by obywatelom trochę umilić szarą rzeczywistość domowych obowiązków. Zaprojektowany z myślą o słuchaniu radia w kuchni, podczas gotowania, miał na grzbiecie serię wielkich przycisków z zastosowaną preselekcją poziomów głośności, które można było przełączać łokciem – zamiast mokrą lub brudną ręką. Do jego produkcji przez Unitrę nie doszło, ale można go było spotkać na rynku jako wytwór Spółdzielni Odnowa.

Te i inne historie sprawiają, że coraz bardziej doceniam osobliwy urok polskiego wzornictwa przemysłowego. Narzucanie abstrakcyjnych ograniczeń, czasami może prowadzić do niespodziewanie innowacyjnych rozwiązań. Zachęcam do podziwiania efektów pracy pod presją systemu, na żywo na wystawie, lub na własną rękę.

Ciekawostka od redaktora Konrada:

Magnetofony produkowane przez Unitrę służyły również jako pamięć masowa popularnych w Polsce mikrokomputerów. Magnetofon MK 232P (produkowany w samodzielnych Zakładach Wytwórczych Magnetofonów Unitra-Lubartów) doskonale sprawdzał się jako uzupełnienie do ZX Spectrum.

Timex 2048 z magnetofonem
Timex 2048 z magnetofonem MK 232P
Źródło: http://technopolis.polityka.pl/2014/osobista-historia-gier-1-moc-kart