Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko
The Guardian (1990)

W Polskiej dystrybucji film The Guardian występował pod tytułem Opiekunka. Tak było przynajmniej w latach 90. kiedy to niepodzielnie na rynku rządził standard VHS. Na portalu Filmweb znajdziecie jednak bliższy oryginałowi tytuł Strażnik. Wyjątkowo skłoniłbym się tu ku nazwie z początku lat 90.

Wszakże film ten jest opowieścią o czczącej pradawne moce kobiecie, która to pod pretekstem pracy jako opiekunka porywa nowo narodzone dzieci. Pojawia się tu wątek druidyczny, czyli mamy do czynienia z typowym pomieszaniem z poplątaniem. Bo skąd w Kalifornii  święte drzewo czczone przez druidów? Jeżeli jednak przymkniemy na to oko, a może nawet uśmiechniemy się z tego powodu, oczom naszym ukaże się typowy horror końcówki lat 80 z odrobiną nagości. Coś tam niby próbuje nas nastraszyć, coś tam niby próbuje nas osaczyć ale czegoś tu jednak brakuje. Spodziewałem się czegoś więcej od twórcy wybitnego Egzorcysty (tak, tego Egzorcysty przy którym do dziś odczuwam ciarki na plecach). William Friedkin próbował usilnie w Opiekunce zbudować nastrój grozy. Wyszedł mu jednak film nieśpieszny i z za małą ilością strasznych scen. Można rzecz, że ten film jest niedostatecznie nasycony grozą. Na domiar złego muzyka w The Guardian praktycznie nie istnieje i w ogóle nie buduje napięcia. Czy był tu potencjał na lepsze kino? Moim zdaniem nie było. Nie wiem jak was ale mnie raczej nie przerażają drzewa i dosyć atrakcyjne opiekunki do dzieci – nawet jeżeli przez nie znikają niewinne dzieci. Co zabawne film ten miał być wyreżyserowany przez samego Sama Raimiego i znajdziemy tu jedną scenę bardzo kojarzącą się z jego Martwym Złem. Samo budowanie historii też jakoś kuleje. Żadnego głębszego dna tutaj nie znajdziecie. Może jakby twórcy uderzyli od tej strony i pozwolili zgłębić widzowi tajemnicę prastarego drzewa to historia stałaby się ciekawsza? Na jedyny plus zaliczam efekty specjalne, które w paru momentach wywołały na mojej twarzy uśmiech ekhm… politowania.

Podsumowując jest to produkcja raczej dla zagorzałych fanów starego horroru. Zupełnie, nawet przez ułamek sekundy, się tego filmu nie wystraszyłem. Śmiechu też nie było za wiele, a i nagości tyle co kojot napłakał…

Dzwoni w którymś kościele?
Dzwoni w którymś kościele?
O nie! Idzie po mnie ubłocona baba....
O nie! Idzie po mnie ubłocona goła baba….

Trailer: