Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko

Zdarzyło wam się kiedyś kupić coś w pakiecie z inną rzeczą gratis? Jest to rodzaj promocji, który ma najczęściej na celu wciśnięcie nam czegoś zupełnie zbędnego. Nie inaczej jest w przypadku tego filmu…

Robo Vampire to koprodukcja Hong Kongu i USA w reżyserii słynnego Godfreya Ho. Możecie zapytać dlaczego słynnego, skoro nie słyszeliście o nim nigdy wcześniej. To jest dobry moment żeby sprawdzić filmografię tego Pana. Otóż po jej pobieżnej analizie dowiecie się, że Godfrey Ho jest Edem Woodem kina azjatyckiego… Wyreżyserował on ponad sto filmów filmów, a w szczytowej formie potrafił stworzyć siedemnaście produkcji w jednym roku. Pan Ho zasługuje zdecydowanie na oddzielny artykuł dlatego utnę teraz ten wywód i wrócę do Robo Vampire.

Film, który dziś przyszło mi recenzować jest niskobudżetowym azjatyckim kinem akcji. Jak to zwykło bywać w takich przypadkach, scenarzysta wrzucił wszystko do jednego garnka, solidnie zamieszał i wyszło mu wyjątkowo niestrawne Phở. Film opowiada historię w sumie sam nie wiem czego… Są tu podskakujące wampiry (jakby bardziej zombie – rzecz dyskusyjna), mafia narkotykowa, czarownik, duch, wilkołak, służby specjalne, martwy osioł, cycki i RoboCop. Nie przewidziało wam się. Potwierdzam, w tym filmie jest cybernetyczny stróż prawa (jakby trochę splagiatowany ale nie do końca). Pospawany za pomocą zimnych ogni, owinięty w aluminiową folię policjant przyszłości! Z resztą co ja będę wam opowiadał. Zobaczcie sami:

Co poza tym? Dużo scen walki w typowym dla kina azjatyckiego nierealistycznym stylu, mierne efekty specjalne, fatalnie podłożone angielskie dialogi, dłużyzny i drugi film w pakiecie. No właśnie, to nie jest jedno arcydzieło kina akcji, to są dwa filmy w jednym. Reżyser zastosował tu recykling i wykorzystał zdjęcia z nieznanej tajskiej produkcji. Teraz wyobraźcie sobie, że mimo nawału akcji, kilogramów wystrzelanej amunicji i pary cycków, zdarzy wam się przysnąć na tym filmie. Obudzicie się i stwierdzicie, że wszechświat się rozwarstwił jak w przypadku Berenstein BearsNastępnego dnia wsiądziecie w SKM i ruszycie prosto do Tworek.

Podsumowując

Ten film jest zły w zły sposób. Daję mu jeden wąs bo podskakujące wampiry są nawet śmieszne i odczuwałem ogromną satysfakcję gdy mafia “wybuchała” RoboCopa made in China serią z Bazooki. Gdyby Godfrey Ho nie wmiksował tu niepotrzebnie drugiej historii mielibyśmy czterdziestominutową dobrą komedię. Niestety na skutek dziwnej decyzji powstał prawdziwy koszmarek. Tylko dla posiadaczy żółtych papierów (obejrzyjcie to zrozumiecie żarcik).