Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko

Zdarzają się takie dni, że człowiek nie potrafi się na nic zdecydować. Wtedy nawet wybór filmu z jakim spędzisz najbliższe półtorej godziny wydaje się zadaniem ponad siły. W sumie obejrzało by się horror, komedię romantyczną a może raczej coś z gatunku science fiction? Na szczęście w takiej sytuacji można śmiało sięgnąć po “Night of the Creeps”, obraz który przeczy obiegowej opinii, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego (tak, mądrości życiowe z reklamy ACE z lat 90′ towarzyszą mi do dzisiaj).

Powstały w 1986 roku film, jest debiutem i jednocześnie autorskim projektem Freda Dekkera, ewidentnie wielkiego fana filmów klasy B. Wprawdzie w jego filmografii nie ma wielu pozycji, ale poza Pełzaczami możemy tam znaleźć kultowy dla wielu “Monster Squad” i kilka odcinków “Opowieści z Krypty”. Osobiste upodobania Dekkera przejawiają się w filmie w postaci licznych nawiązań do niskobudżetowych horrorów z lat 50′. Film w zasadzie ocieka nostalgią za dziełami z tamtego okresu. Dla mnie jako współczesnego widza wychowanego na filmach lat 80′ (kiedy “Night of the Creeps” było na bieżąco z ówczesnymi trendami), które u mnie wywołują pozytywne skojarzenia z dzieciństwem, to wrażenie jest odczuwalne podwójnie. Mamy tu więc do czynienia z nostalgią do kwadratu!

Wśród bohaterów znajdziemy parę wyszczekanych słabeuszy (Jason Lively i Steve Marshall) – typowych niepozornych bohaterów filmów z lat 80′ typu “Zemsta Frajerów” czy “Dziewczyna z Komputera”. Obecna jest także waleczna przedstawicielka płci pięknej (Jill Withlow), w której podkochuje się jeden z nich, oraz styrany życiem detektyw (Tom Atkins) – bodajże najciekawsza postać i źródło najlepszych cytatów. Wśród czyhających na nich zagrożeń mamy kosmitów, pasożyty zamieniające ludzi w zombie, całe chmary zzombifikowanych członków osławionych bractw studenckich czy szalonego seryjnego mordercę który uciekł z pobliskiego psychiatryka. Akcja jest wartka, dowcipy – zabawne, sceny dramatyczne – poruszające, potwory – w charakterystycznym stylu, który kojarzę głównie z serią “Martwe Zło”. Prawdziwi fani horrorów znajdą tu też wiele nawiązań do klasyki – np. wszyscy główni bohaterowie noszą nazwiska znanych reżyserów tego gatunku.

Wydawać by się mogło, że przy takim natłoku tematów fabuła będzie przeładowana albo co najmniej chaotycznie prowadzona. I tu chcę wszystkich uspokoić, film aż zaskakuje spójnością i dopracowaniem. Gorąco polecam “Noc Pełzaczy” największym fanom horrorów i filmów klasy B, ale także ludziom szukającym niezobowiązującej rozrywki lub wiecznie niezdecydowanym.

 

Trailer: