Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko
Leathernecks (1988)

Czyli koszmar wojny wietnamskiej widziany oczyma włochów z perspektywy Filipin…

Lata 80. był to czas kinematograficznego rozliczania się z tzw. drugą wojną indochińską (potocznie zwaną Wietnamem). Rany spowodowane przez ten konflikt zaleczyły się do tego stopnia, że producenci filmowi mogli pozwolić sobie na odstępstwo od konwencji dramatu wojennego. Pojawiły się wtedy dziesiątki filmów rozmaitej jakości, od doskonałego Plutonu (1986) poprzez klasyczne kino akcji, bez drugiego dna, jak Zaginiony w akcji (1984) czy plasujący się w czołówce popularności Rambo II (1985). Spragniony wojennej pożogi amator kina mógł przebierać pośród wielu tytułów, a i widz o guście wysublimowanym mógł coś dla siebie znaleźć.

Spragniony wojennej pożogi amator kina mógł przebierać pośród wielu tytułów, a i widz wysublimowany mógł coś dla siebie znaleźć.

Na jakiej półce stoi pudełko z Twardogłowymi? To nie jest, wbrew pozorom, takie proste jak mógłby wskazywać rodowód tego filmu… Ale zacznijmy od początku. Leathernecks to włoska produkcja stworzona w całości na Filipinach. Wydaje się to stanowić dosyć egzotyczną kombinację. Nic jednak bardziej mylnego! W czasach boomu masowego kina VHS, Azja słynęła z goszczenia wielu międzynarodowych produkcji (chociażby naszego ukochanego Triple Cross [1992]). Włoska ekipa zapewne znalazła na Filipinach gościnność, możliwość przymknięcia oka na filmowe BHP i co najważniejsze niski koszt produkcji… Ignaziowi Dolce udało się przedstawić epizod z życia amerykańskiego oddziału tzw. leathernecks’ów (czyli po prostu United States Marine Corps). Jego żołnierze zostali rzuceni gdzieś w środek dżungli by wyśledzić szlak przemytniczy broni dla Wietkongu.

Dlaczego ja w ogóle wspomniałem o tym BHP? A no dlatego, że jak nie trudno się domyślić, w Twardogłowych roi się od wybuchów, a amunicję wystrzeliwaną z M16 należy rozliczać w kilogramach. Na pochwałę zasługuje to, że fabuła filmu została zbudowana także z wątków dramatycznych, opierających się nie tylko na etosie samej walki z nieprzyjacielem. Znajdziemy tu zdradę, gwałt, wpływ wojny na psychikę i przyjaźń. Sam przeciwnik natomiast, nie zawsze jest taki jak nam się wydaje na pierwszy rzut oka…

Czy warto obejrzeć ten film? Moim zdaniem jest to zaledwie średni reprezentant tego nurtu. Nie ma tu nic nadzwyczajnego, ani szczególnie wartkiej akcji, ani zapierających dech w piersi zwrotów fabularnych. Oprócz tego ciężko nawiązać jakąkolwiek więź z bohaterami (no może wyróżnia się nieco dowódca oddziału grany przez Richarda Hatch’a). Polecam, ale tylko twardogłowym.

Film dostarczył nam Best Film

Trailer