Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko

Czy ostatnio wydaje Ci się że prześladują Cię krwiożercze klauny? W każdej chwili czają się za rogiem w swoich przerośniętych buciorach, zza drzewa łypią przerażającymi oczyskami. Nie jesteś sam! Co gorsza, nie jesteś w błędzie…

Żeby w ciągu ostatniego roku nie zauważyć ostentacyjnie manifestowanej obecności tych głośnych i kolorowych postaci, trzeba było zaszyć się w głuszy i odciąć od wszelkich źródeł kultury popularnej. Czyhały na nas w kinie (nowa wersja horroru IT na podstawie książki Stephena Kinga) i w telewizorze (nowy sezon American Horror Story: Cults). Świat fikcyjny im nie wystarczył i przedostały się do naszej rzeczywistości, zaludniając ciemne lasy i mroczne zaułki. Ostatecznie zalęgły się w zbiorowej świadomości, manifestowanej w internecie za pomocą języka memów. W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie “Skąd się właściwie wzięły i po co tu przybyły?”, sięgnęliśmy po pozycję z odpowiedzią już w samym tytule: Killer Klowns from Outer Space.

Film (jedyne, całkowicie autorskie dzieło braci Chiodo – twórców efektów specjalnych m. in. do Crittersów) jednak nie przyniósł wiele odpowiedzi. Dla mieszkańców Crescent Cove nagłe pojawienie się przypominającego wielki namiot cyrkowy kosmicznego statku morderczych klaunów było tak samo trudne do przyswojenia. Automatycznie zaczęliśmy utożsamiać się z oficerem Curtisem Mooneyem –  doświadczonym lokalnym gliną, który do ostatniego momentu nie mógł uwierzyć, że miasteczko i jego mieszkańcy są masowo pozyskiwani w celach spożywczych, przez odziane w kolorowe piżamy, człekokształtne stwory o potwornie powykrzywianych twarzach. To musi być żart! – na pewno powtarzał sobie w myślach, tak samo jak my w trudnej dla nas do zaakceptowania sytuacji. W sumie prawie nikt z nich nie spodziewał się zagłady ze strony tych poczciwych stworzeń. Wszak ich bronią jest pistolet strzelający prażoną kukurydzą, a swoje ofiary zamykają w kokonach z różowej waty cukrowej. Jak można poważnie potraktować takie zagrożenie? Na szczęście inni bohaterowie, o zacznie lepiej rozwiniętych zdolnościach adaptacyjnych poradzili sobie z najazdem i ostatecznie wszystko skończyło się dobrze. Piękni, młodzi i inteligentni ocaleli. Uff!

Może nie brzmi to jak arcydzieło horroru, a fabuła nie jest rozwinięta ponad poziom skomplikowania warszawskiego metra. Ale nie dla adrenaliny i fabuły ten film warto zobaczyć. Jest on wizualną ucztą dla oka, umiejącego docenić urok przesytu charakterystyczny dla punkowej stylistyki. Idealnie oddaje ten klimat dynamiczny, inspirowany muzyką cyrkową tytułowy utwór w wykonaniu zespołu The Dickies (zachęcamy do zapoznania się z ich twórczością). Zyskał on także sporą rzeszę fanów – na tyle aktywnych, aby stworzyć własną Wikię. Coraz głośniej mówi się też o kontynuacji tego kultowego tytułu. Wydaje mi się, że to ponieważ w pewnym sensie dobrze oddaje on też atmosferę ostatnich czasów, kiedy otaczająca nas rzeczywistość staje się coraz bardziej kuriozalna, jednocześnie trochę straszna i trochę śmieszna.