Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko

Nie, to nie jest żart. Chodzi o wersję śpiewaną powieści H. G. Wellsa o marsjańskiej inwazji na Ziemię!

Stworzenie poważnego musicalu jest bardzo ryzykownym przedsięwzięciem. Porwanie się na tę epicką formę często kończy się spłyceniem tematu przewodniego. Bo jak można potraktować poważnie historię wyśpiewaną rymowanymi wersami w rytm chwytliwych kawałków muzycznych, której nierzadko towarzyszy skomplikowany układ taneczny. Lata 70te jako dekada najprzeróżniejszych eksperymentów estetycznych, przyniosły ze sobą świeże podejście także do teatru muzycznego. W tym okresie powstały takie kultowe dzieła jak ekscentryczny “The Rocky Horror Show” Richarda O’Briena czy poruszający niewygodny temat nazizmu “Kabaret” Johna Kandera i Freda Ebba. Oba są stosunkowo dobrze znane polskim odbiorcom, może dzięki ich świetnym filmowym adaptacjom. Niestety jednak do naszej świadomości nie przedostało się  i nie rozgościło się w niej na stałe monumentalne dzieło Jeffa Wayne’a – Muzyczna Wersja Wojny Światów.

Jeff Wayne w latach 70tych był już uznanym kompozytorem i producentem muzycznym, wywodzącym się z rodziny o podobnych tradycjach. Marzył jednak o stworzeniu czegoś nadzwyczajnego. W tym celu rozpoczął długie poszukiwania odpowiedniego nietypowego materiału, możliwie silnie oddziałującego na wyobraźnię odbiorcy. Nie można było w tym przypadku wybrać lepszej historii, niż legendarna Wojna Światów. Aż trudno czasami uwierzyć, że powieść Wellsa wydana została w 1898 roku. Jako jedna z pierwszych apokaliptycznych wizji inwazji przybyszów z innej planety na Ziemię, do dziś nie utraciła nic ze swojej pierwotnej świeżości, o czym może świadczyć ciągła obecność jej adaptacji oraz książek i filmów o podobnej tematyce w kulturze popularnej. Co z pewnością wpłynęło na decyzję Wayne’a, to wielka popularność radiowej adaptacji Wojny Światów z 1938 roku autorstwa Orsona Wellesa. Miała ona wywołać ogólnonarodową panikę wśród słuchaczy stacji CBS, nadającej ją w ramach Halloweenowej edycji programu The Mercury Theatre on the Air. Wspominał o niej w jednym ze swoich przemówień sam Adolf Hitler.

Z takim materiałem źródłowym szanse na powodzenie były już duże. Początkowe plany Wayne’a prezentowały się skromnie. Pierwotna wizja jednopłytowego wydania wypełnionego w całości muzyką w stylu prog rocka szybko jednak urosła do rozmiarów rockowej opery. Do czytania partii mówionych zatrudniony został sam Richard Burton a śpiewali m.in. Justin Hayward z The Moody Blues i Phill Lynott ze Skid Row i Thin Lizzy oraz śmietanka brytyjskiej sceny teatru muzycznego. Cały proces twórczy trwał trzy lata. Wayne zastosował najnowsze zdobycze technologii (pierwsze podejścia do 48 ścieżkowej rejestracji dźwięku). Efektem jest dzieło prawdziwie epickie.

Ostateczna wersja wydania płytowego odzwierciedla układ powieści. Składa się z dwóch głównych części. Pierwsza to opis inwazji marsjan na ziemię przedstawiony z perspektywy brytyjskiego dziennikarza, jego zaprawiona wieloma przygodami droga do Londynu w celu odnalezienia ukochanej. Druga przedstawia opłakany stan ludzkiej cywilizacji w obliczu wrogich najeźdźców. Pośpiesznie wypowiadane kwestie głównego bohatera przywodzą na myśl słynną radiową adaptację, przez co tworzą atmosferę napięcia i niepewności. W końcu towarzyszymy mu podczas nieustannej ucieczki przed bezlitosnymi i wysoce skutecznymi próbami totalnej eksterminacji mieszkańców naszej planety. Wydawać by się mogło, że przerywanie tej relacji utworami muzycznymi  zburzy to pieczołowicie budowane napięcie. Jeff Wayne potrafi jednak co najmniej tak samo dobrze, o ile nie lepiej, przekazywać nam swoją wizję za pomocą piosenek. Utwory są bardzo melodyjne i w moim przypadku wgryzły się głęboko w świadomość. Na tyle, że przez kilka kolejnych dni nuciałam pod nosem piosenkę towarzyszącą pierwszej obserwacji obcych statków kosmicznych lecących w kierunku naszej planety (The Eve of the War). Ale w zasadzie każda z nich jest osobnym unikalnym arcydziełem rocka progresywnego i zasługuje na uwagę (Forever Autumn, Thunder Child, The Spirit of Man, Brave New World). Zdecydowanie zalecam słuchanie całości w odpowiedniej kolejności. Ja podczas swojego pierwszego razu byłam totalnie oczarowana. Trochę żałuję że nieangielskojęzyczni odbiorcy nie będą w stanie w pełni docenić tego dzieła. Wiem że jako dzieciak byłabym zachwycona tą fantastyczną wersją kultowej już historii Wellsa, na pewno zachęciłaby mnie do lektury. Polecam na zbliżające się długie jesienne wieczory.