Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko

Highway to Hell ma w sobie urok VHSu. To film klasy B z artystyczno-filozoficznymi pretensjami, zdecydowanie nie przeznaczony dla szerokiej publiczności. Pełen wizualnych perełek i nie pozwalający na chwilę nudy podczas podróży po meandrującej drodze do piekła.

Do obejrzenia Highway to Hell zachęciła, a może raczej zobowiązała mnie spektakularana okładka. Nie byłam w stanie oprzeć się wizerunkowi rozoranej bliznami twarzy gliniarza z piekła, obwieszonego pentagramami, a w dłoni dzierżącego gigantycznego gnata. To co zobaczyłam podczas tych 90 minut zdecydowanie mnie nie zawiodło.

Okładka VHS z filmem.

Na wstępie poznajemy parę głównych bohaterów. Charlie (Chad Lowe) i Rachel (Kristy Swanson – późniejszy pierwowzór walczącej z wampirami Buffy), wraz ich futrzastym czworonożnym towarzyszem właśnie są w drodze do Las Vegas, gdzie planują po amerykańsku scementować swój nieskonsumowany jeszcze związek. Oczywiście, mimo ostrzeżeń tajemniczego pracownika stacji benzynowej, wybierają wiodącą przez pustynię boczną drogę do celu. Na niej natykają się na policjanta dosłownie z piekła rodem. Ten, ze skutecznością godną T1000, uprowadza Rachel wprost do równoległej rzeczywistości, zaludnionej przez przedziwne snujące się bez celu stwory. Wśród ich rozkładających się ciał możemy rozpoznać Hitlera, Kleopatrę, Atyllę i całą aktorską rodzinę Stillerów. Stąd wiemy, że znaleźliśmy się właśnie w piekle. Charlie, wyposażony w specjalny pojazd, rusza w pościg za ukochaną. Na swojej drodze spotyka tłum ekscentrycznych postaci, które czasami mu pomagają ale w przeważającej większości przypadków starają się przeszkodzić. Wśród nich można rozpoznać m. in. Litę Ford znaną z zespołu The Runaways, Gilberta Gottfrieda jako Hitlera, czy gang motocyklistów nawiązujący do kultowgo The Lost Boys.

Są ładne obrazy, fajne efekty specjalne (szczególnie spodobały mi się kajdanki) i nawiązania do motywów z greckiej mitologii oraz Boskiej Komedii. Charlie jest współczesną wersją Orfeusza a Rachel to jego Eurydyka. Jest też sporo chaosu i ogólnego poczucia braku sensu. W sumie ta wizja piekła przypomina mi poniedziałek w przepełnionym autobusie, stojącym w korku na jednej z wielu arterii dużego polskiego miasta. Wszyscy ludzie są jacyś niepotrzebnie zdenerwowani i zachowują się irracjonalnie. Otacza Cię smród i brud. Nie jest to rzeczywistość nie do zniesienia, dlatego też w filmie dodatkowo pojawiają się od czasu do czasu luzem rozrzucone części ciała czy okazjonalny demon. Niektóre pomysły wywołują uśmiech na twarzy inne konsternację i niepokój.

Wydaje mi się, że Highway to Hell można próbować oglądać na dwa sposoby. Po pierwsze, starając się przeanalizować każde odniesienie i nawiązanie. Wtedy okazuje się że film ma trochę dziur w fabule. Pewne podjęte wątki są pozostawione bez kontynuacji. Można też skupić się na stronie wizualnej, co też zdecydowałam się uczynić. W tym wypadku odbiór zdecydowanie ułatwią wszelkiego rodzaju substancje psychoaktywne. Nikt nie mówił że Autostrada do Piekła będzie prosta i łatwa do pokonania bez dodatkowego wspomagania.