Pożeramy nałogowo ciasteczka, korzystając z serwisu zgadzasz się na to

Spoko

Na pewno nie jako jedyna wychowywałam się na pirackich kopiach kaset z animacjami produkcji Hanna-Barbera. W tamtych czasach szczególnym uwielbieniem darzyłam filmy o rodzinie Jetsonów. W porównaniu z szarą rzeczywistością schyłkowego PRLu, ich świat wydawał mi się rajem położonym gdzieś nad powierzchnią obcej planety. Kiedy moja mama robiła pranie w kultowej już pralce Frania i godzinami stała w kolejkach po najmniejszy drobiazg, każda ich zachcianka zaspokajana była poprzez wciśnięcie przez robota-gosposię odpowiedniego guzika. Szara nijakość polskich osiedli silnie kontrastowała z krzykliwą, aż przesadzenie futurystyczną architekturą rodem z wyobrażonego 2062 roku. Choć bardzo chciałam skorzystać z ich jednorodzinnego pojazdu latającego, albo wznieść się razem z całym blokiem ponad poziom chmur, gdy za oknem lał deszcz, gdzieś w głębi wiedziałam że to wszystko nie może istnieć na prawdę. Okazuje się że trochę się myliłam.

Pod koniec lat 40tych dwudziestego wieku amerykańskie społeczeństwo przeżywało silną fascynację przyszłością. Poczyniony w ramach wojennego wysiłku postęp technologiczny przyniósł obietnicę lepszego jutra. Energetyka jądrowa miała być niedługo źródłem darmowej energii a człowiek miał już za chwilę rozpocząć nieuniknioną kolonizację kosmosu. Amerykanie ewidentnie zapragnęli przyspieszyć te procesy poprzez odpowiednie zaaranżowanie swojego otoczenia – wybudować swoją wizję przyszłości już teraz. Tak powstał Googie, styl architektury charakterystyczny dla krajobrazu południowej Kalifornii. Jego głównymi wyznacznikami były mocne kolory, motywy zdobnicze nawiązujące do kosmosu lub atomu, nowoczesne materiały i rozwiązania konstrukcyjne (podwieszenia, podpory). Konstrukcja zdawała się przeczyć prawom grawitacji z opadającym pod różnymi kątami, często połamanym dachem. Takie budowle właśnie zainspirowały twórców animacji o rodzinie z przyszłości.

Termin Googie został ukuty przez krytyka architektury, Douglasa Haskella i był początkowo użyty jako określenie pejoratywne, dotyczące czegoś tandetnego. Stylistyki tej nie można nazwać stonowaną, nic więc dziwnego że budziła i dalej budzi w ludziach skrajne emocje. Nazwa pochodzi od kawiarni Googie’s, zaprojektowanej w 1949 roku przez Johna Lautnera. W latach 50tych powstało mnóstwo tego typu budynków użyteczności publicznej, takich jak restauracje, stacje benzynowe czy motele. Umożliwiały przeciętnemu obywatelowi, którego nie było stać na zaprojektowanie i wybudowanie domu jak ze swoich futurystycznych marzeń, obcowanie z najnowszymi trendami w architekturze jutra. Zjawisko to dobrze opisywał także termin populuxe – oksymoron zestawiający takie pojęcia gusta mas i luksus. Może dlatego tak dobrze przyjął się właśnie w Hollywood, światowej stolicy blichtru i popkultury a później w Las Vegas.

Do popularności tej śmiałej estetyki w przypadku pawilonów usługowych i gastronomicznych przyczynił się także w znacznej mierze rozwój systemu autostrad. Amerykanie podróżowali teraz na długie dystanse, a w trakcie podróży o ich uwagę rywalizowały fantazyjne kształty położonych przy drodze budynków i przykuwające wzrok szyldy reklamowe. Futuryzm miał też świadczyć o tym, że dana instytucja jest na bieżąco z aktualnymi trendami, zatem warto do niej zawitać. W stylu Googie powstała jedna z pierwszych restauracji McDonalds.

Googie przetrwało w rozkwicie dobre ćwierć wieku. Od lat 70tych, kiedy szał przyszłości zaczął powoli przemijać, zaczęto tęsknić za minimalizmem i prostotą w przestrzeni publicznej. Wiele z perełek stylu poddano gruntownej renowacji, inne zburzono. Sytuacja z pewnością przypominała naszą dzisiejszą walkę z pozostałościami socmodernizmu w Polsce. Nie minęło wtedy wystarczająco dużo czasu, żeby nabrać dystansu do architektury która wydawała się przestarzała i tylko szpeciła swoją okolicę. Teraz, z perspektywy czasu każdy pewnie chętnie zawitałby do takiej staromodnej wizji przyszłości. Na szczęście liczne przykłady Googie można jeszcze w Stanach Zjednoczonych odnaleźć.